Strona główna»ALKOHOLIZM - CZYNNIK NARUSZAJĄCY SPOKÓJ DUCHOWY CZŁOWIEKA

ALKOHOLIZM - CZYNNIK NARUSZAJĄCY SPOKÓJ DUCHOWY CZŁOWIEKA

ks. Adam Misijuk

          Na wstępie chciałbym wyjaśnić, czym w ogóle jest alkoholizm i jak obecnie powinniśmy podchodzić do tego problemu. Pragnę też na samym początku obalić stereotyp dotyczący obrazu alkoholika, jako człowieka, który utracił już wszystko; zdrowie, rodzinę, pracę, dom, który zatacza się na ulicy, pije ukradkiem denaturat albo jakiś inny wymyślny trunek czy też leży gdzieś w stanie alkoholowego upojenia. Ten obraz to najbardziej dramatyczne stadium choroby alkoholowej. Alkoholikiem może natomiast okazać się każdy, niezależnie od statusu społecznego, pozycji, jaką zajmuje w społeczeństwie. Alkoholikiem może być nawet duchowny, nauczyciel, biznesmen, bizneswomen, student, uczeń (najmłodszy uzależniony to 6 letni chłopczyk, uzależniony nastolatek nie budzi już żadnego zdziwienia!) itd. W dzisiejszych czasach obserwujemy dużą tolerancje społeczną okazywaną piciu alkoholu nawet tam, gdzie formalnie jest to zakazane i bardzo groźne - np. w miejscu pracy, za kierownicą samochodu, w okresie ciąży, itp.

          Patrząc pod tym kątem na dzieje ludzkości, zauważymy, że alkohol obecny jest w życiu człowieka niemalże nieustannie. Uwagę na ten problem zwraca już Pismo Święte Starego Testamentu, mówiąc „Pijcie, ale nie upijajcie się”. Jawi się jako składnik używany do podkreślenia ważnych i uroczystych wydarzeń: „Wino weseli serce człowieka”. W wielu przypadkach, powoduje jednak poważne problemy - za przykład może posłużyć chociażby Noe, który upił się winem i leżał nagi w swym namiocie (Rdz 9; 18-29) Ewidentnym przykładem nadużycia alkoholu (wina) w nieodpowiednim miejscu i czasie są agapy, które w Kościele pierwszych wieków odbywały się przed Eucharystią. Apostoł Paweł napomina chrześcijan i podejmuje decyzje o przeniesieniu agapy na czas po Eucharystii (1 Kor 11; 20-29). Alkohol do tego stopnia może zająć dominującą rolę w życiu człowieka, że funkcjonowanie bez niego staje się zupełnie niemożliwe. Taki stan – to wkraczanie w stan choroby alkoholowej, która niszczy człowieka uzależnionego, jego rodzinę i najbliższych mu ludzi.

          Tak, więc alkohol może z jednej strony być znakiem przyjaźni, radości, świętowania, a z drugiej okazuje się być źródłem cierpienia, nieszczęść, zniewolenia, przyczyną rozpadu życia rodzinnego i śmierci! Należy tu również powiedzieć, że alkoholizm to jeden z najstarszych problemów w dziejach ludzkości. W czasach dzisiejszych o tym problemie wiemy coraz więcej. Poznajemy mechanizmy działania alkoholu, postępowania choroby alkoholowej, jednak wciąż poszukiwana jest precyzyjna definicja na określenie alkoholizmu.

          Wielu trzeźwych alkoholików opisuje go jako fizyczny przymus picia połączony z obsesją psychiczną. Alkoholizm to choroba postępująca, to choroba nieuleczalna, która prowadzi do śmierci (chyba że uda się ją zatrzymać w rozwoju, podobnie jak inne choroby). Alkoholizm to choroba, która podobnie jak szatan ogarnia duszę i ciało, pogrąża je w otchłani. Alkoholizm to rak duszy i ciała. Alkoholizm jest jak wirus, który zajmuje komputer i zmienia jego dane. W efekcie to wirus zarządza komputerem a nie jego właściciel – podobnie alkohol rządzi uzależnionym, a nie on sam. Alkoholik całe życie podporządkowuje alkoholowi. Można więc stwierdzić, że alkohol zajmuje miejsce Boga.

          W obliczu powyższego stajemy wobec bardzo istotnego pytania:, Co powoduje, że dla bardzo szerokiego kręgu osób alkohol jawi się jako coś bardzo atrakcyjnego. Atrakcyjnego na tyle, że gotowi są podporządkować mu wszystko to, co najcenniejsze: własne życie, zdrowie, rodzinę – najbardziej ukochane osoby, pracę, pozycję jaką zajmują w społeczeństwie?

          Odpowiedź na to pytanie jest bardzo złożona. Musimy spojrzeć na człowieka jako całość, od aktu jego stworzenia, powołania poprzez upadek i zbawienie. Człowiek został stworzony jako istota najdoskonalsza, obraz i podobieństwo Boga, obdarzona ciałem, rozumną duszą, wolną wolą. Istotą powołaną do panowania nad całym Bożym stworzeniem. Już na samym początku szokuje nas wybór wówczas dokonany - iluzoryczna władza, potęga i moc zostały przedłożone ponad rzeczywiste szczęście, w którym przebywali będąc w Edenie. Zamienia panowanie nad stworzeniem na podporządkowanie stworzeniu. Od upadku, od grzechu pierworodnego człowiek łatwiej czyni zło, którego nie chce, które z natury jest mu obce, aniżeli dobro, którego pragnie, które właściwe jest jego naturze. Poprzez swoje decyzje człowiek wchodzi na drogę szczęścia i życia, albo nieszczęścia i śmierci. Doskonałym tego obrazem jest „syn marnotrawny” – poniżej postaram się ukazać właśnie syna marnotrawnego i alkoholika, jako tych, którzy odchodzą do dalekiej krainy, czyli oddalają się od Boga.

          Musimy pamiętać, że więź z Bogiem, życie religijne gwarantuje w pełni rozwój duchowy człowieka. Duchowość to zdolność człowieka do zrozumienia samego siebie. To zdolność odkrycia sensu ludzkiej egzystencji i uznaniu hierarchii wartości. Rozwój duchowy danego człowieka, decyduje o sposobie jego odnoszenia się do otaczającej go rzeczywistości: do Boga i ludzi, do samego siebie. Życie z Bogiem umożliwia człowiekowi odkrycie i przyjęcie pełnej prawdy o sobie. Doświadczenie (dostąpił go nawet Dobry Łotr) Miłości Boga staje się źródłem siły potrzebnej, by zachować odkryty sens życia, przyjętą hierarchię wartości. Życie duchowe i życie religijne staje się podstawą wewnętrznej wolności i odpowiedzialności we wszystkich dziedzinach życia a także i w odniesieniu do alkoholu. Z drugiej strony zaniedbanie życia duchowego i religijnego (życie powierzchowne) prowadzi do utraty równowagi egzystencjalnej. Dochodzi wówczas do zatracenia hierarchii wartości. Człowiek zaczyna kierować się tym, co łatwiejsze, a nie tym, co wartościowsze, co daje mu możliwość realizowania swojego powołania i podobieństwa do Boga. W końcu pojawia się cierpienie, kryzys, zadowalanie się przyjemnością chwili, a nie dążenie do uzyskania trwałej radości w życiu.

          To bardzo smutne, ale człowiek jest jedyną istotą na ziemi, która może skrzywdzić samego siebie. Tego nie czynią zwierzęta, które mają prawidłowy instynkt samozachowawczy – wyczuwając zagrożenie, uciekają. Gdy człowiek zapada na jakąś chorobę, jak na przykład grypa, wcześniej odczuwa pierwsze jej symptomy i stara się jej zapobiec lub podejmuje leczenie idąc do lekarza. Choroba alkoholowa pozbawiona jest symptomów ostrzegawczych zarówno w przypadku osoby na nią zapadającej, jak też bardzo często w przypadku jej najbliższego otoczenia. Człowiek postępuje zgodnie ze swoją wolną wolą, świadomie wybiera cel i jakość swego życia. Człowiek nie zauważa, że nierozumnie posługuje się wolną wolą, jaką został obdarzony, nie chce, albo nie potrafi uświadomić sobie swojej niedoskonałości zwłaszcza wówczas, gdy działa w pojedynkę, w oderwaniu od Boga. Dopiero w tej perspektywie możliwa jest realistyczna i całościowa odpowiedź na powyższe pytanie i spojrzenie na człowieka w obliczu uzależnienia, jakim jawi się alkoholizm.

          Człowiek może uzależnić się od wszystkiego: od telewizji, komputera, internetu, muzyki, seksu, jedzenia, emocji, ludzi itp. Uzależnienie od substancji chemicznych (a taką m.in. jest alkohol) jest o wiele bardziej tragiczne. Człowiek uzależniony to ktoś tymczasowo żyjący w świecie przyjemnych iluzji. Jeżeli ktoś sięga po napoje alkoholowe i wypija je w niewielkich, symbolicznych ilościach, nie powodują one zmian w sposobie jego myślenia i przeżywania, alkohol nie pełni wówczas funkcji narkotyku i nie jest groźny. Jednak, gdy ktoś sięga po alkohol w większych ilościach, gdy robi to po to, by o czymś zapomnieć, by załagodzić bolesne stany emocjonalne, posługuje się alkoholem jak narkotykiem. Jeżeli ten sposób regulowania uczuć powtarza się często, postępujący w ten sposób człowiek nie dąży już do poprawy nastroju przez dokonywanie niezbędnych zmian w swojej sytuacji życiowej, a ogranicza się jedynie do „chwilowej” wątpliwej jakości „poprawy” samopoczucia poprzez sięganie po alkohol. Zwykle nie zdajemy sobie sprawy z faktu, że nawet jednorazowe nadużycie alkoholu przez kogoś nie jest zachowaniem przypadkowym, lecz sygnałem, że dana osoba przeżywa kryzys, że nie potrafi poprzestać na symbolicznych jego ilościach i że nie powinna w związku z tym w ogóle sięgać po alkohol.

          System iluzji i zaprzeczeń oznacza, że człowiek uzależniony oszukuje sam siebie, twierdzi, iż nie jest uzależniony i zaprzecza najbardziej bolesnym konsekwencjom sięgania po alkohol. Skrajne zmiany nastroju oznaczają, że uzależniony – w przeciwieństwie do człowieka zdrowego psychicznie – nie ma rzeczywistego i stałego obrazu siebie samego. Znajdując się pod wpływem alkoholu, myśli o sobie i postrzega siebie w sposób euforyczny – ma o sobie bardzo wysokie mniemanie. Gdy odzyskuje względną trzeźwość, wówczas myśli o sobie i postrzega siebie w sposób skrajnie negatywny. Dręczą go bardzo bolesne stany emocjonalne: lęk, rozpacz, rozczarowanie, wstyd, rozgoryczenie, przygnębienie – ma „jeszcze” wyrzuty sumienia. Jedynym rozwiązaniem i wyjściem z tej sytuacji wydaje mu się ponowne sięgniecie po alkohol, który „wyprowadzi” z tego bolesnego stanu. W ten sposób uzależniony popada w zamknięty krąg błędnych zachowań i wchodzi na drogę, która nieuchronnie prowadzi ku śmierci. Uzależnienie od alkoholu (jak i od innych substancji chemicznych) oddala człowieka od niego samego: od Boga, od miłości, prawdy, wolności, odpowiedzialności, prawdziwych więzi i wartości, od podstawowych zasad postępowania i norm moralnych.

          W życiu alkoholika dochodzi do naruszenia spokoju duchowego na wielu płaszczyznach. Dochodzi do konfliktu prawdy z fałszem, niezrozumiałych i bezpodstawnych zaprzeczeń wobec konstruktywnych i rzeczowych argumentów. Konfliktu świadectwa potwierdzanych czynami słów – stanowiących jedną całość – z pustymi słowami połączonymi z jeszcze bardziej pustymi czynami.

          W świetle powyższego powróćmy do wspomnianego wyżej syna marnotrawnego, którego historię wszyscy znamy. Porównajmy jego tragedię z tragedią alkoholika. Historia syna marnotrawnego, jak i alkoholika to tragedia w trzech bardzo podobnych, odsłonach oraz zakończenie, które bardzo rzadko bywa podobne. W tej tragedii uczestniczy co najmniej czworo ludzi: to sam pijący i przynajmniej jeden z członków jego rodziny, grona przyjaciół i znajomych.


Odsłona pierwsza

          Syn marnotrawny przychodzi do swego Ojca i żąda mającej przypaść mu w spadku części majątku. Uważa, że przeznaczona dla niego część majątku uszczęśliwi go, pozwoli mu czuć się lepiej. Jak wiemy, krótko przeżywał ten stan upojnej szczęśliwości. Uważa, że jest na tyle dorosły i dojrzały, że może rozporządzać swoją wolną wolą, jaką został obdarzony. Nie potrafi uświadomić sobie swojej niedoskonałości. Dochodzi do wniosku, że może żyć w pojedynkę - w oderwaniu od Ojca, od jego miłości. Od tego momentu obserwujemy jego upadek – odchodzi w daleką krainę. Żyje rozpustnie i rozrzutnie, wszystko traci. Opada maska dojrzałości, ukazując bezradne dziecko.

          Podobnie zachowuje się alkoholik - twierdzi, że jest dojrzały i wolny. Alkoholik odkrywa, że picie pomaga mu czuć się lepiej, podobnie jak bogactwo oddziaływało na syna marnotrawnego. Picie wydaje mu się błogosławieństwem, lekarstwem. Problemy i lęki znikają na kilka godzin. Uznaje, że nikt nie może mu powiedzieć, co ma robić – to raczej on powinien rozkazywać innym. Rodzinie utrudnia to bardzo jakąkolwiek rozmowę z nim na temat picia i jego skutków. Nawet wówczas, gdy pijaństwo stwarza naprawdę poważne problemy, alkoholik nie chce na ten temat dyskutować. Każda rozmowa staje się monologiem. Uzależniony nie słyszy i nie rozumie tego, co mówią inni. Obie strony mówią jedno, a robią drugie. Alkoholizm staje się grą – aby zrozumieć mechanizm jego działania, musimy to sobie uświadomić i zaakceptować. Kluczowym słowem w alkoholizmie staje się zaprzeczenie, bo uzależnieni wciąż robią to, czego obiecywali już więcej nie robić lub całkowicie zaprzeczają temu, co zrobili. Alkoholik obiecywał na przykład, że nie będzie już pił, a bliskie osoby zapewniały zaś, że więcej tego nie będą tolerowały. Na początku odsłony pierwszej alkoholik potrzebuje kieliszka – więc pije. Może pić otwarcie, ale prawdopodobnie kryje się z ilością wypijanego alkoholu. Takie zachowanie - ukrywanie ilości wypitego alkoholu - jest pierwszą częścią zaprzeczenia. Fakt, że pije za wiele i zbyt często, nie jest zależny od jego woli – jest pierwszą oznaką alkoholizmu. Po dwóch lub trzech kieliszkach nie ma już mowy o powstrzymaniu się od picia! Po następnych kieliszkach dostrzegamy w pijącym ogromną zmianę. Osiąga stan pełnego zadowolenia i absolutnej niezależności. W tym momencie on i tylko on ma rację. W błędzie jest szczególnie ten, kto przeciwstawia się jego piciu. Wszyscy alkoholicy zachowują się w sposób nienormalny i bezsensowny. Ignorują zasady i obyczaje towarzyskiego współżycia, łamią ogólnie przyjęte normy, zdarzają się również przypadki naruszenia prawa jak np. prowadzenie auta po spożyciu alkoholu itp. Człowieka trzeźwego, postępującego w podobny sposób w najlepszym przypadku uznano by za wariata. W tej odsłonie alkoholik jest uzależniony, a zachowuje się niezależnie – picie utwierdza go w tym przekonaniu. Alkohol, który z początku dawał mu poczucie zadowolenia i niezależności, zdziera z niego maskę i ukazuje jak bardzo bezradnym i bezsilnym jest dzieckiem.


Odsłona druga

          Syn marnotrawny roztrwonił wszystko. Nic już nie posiada. Oczekuje pomocy od innych, zwłaszcza od tych, którzy do niedawna byli w jego najbliższym otoczeniu i razem z nim pili i weselili się. Na początku, z wdzięczności za jego dotychczasową hojność, możemy przypuszczać, że wielu zapewne mu pomaga. Niebawem jednak zostaje sam. Przyjaźń oparta na alkoholu i pieniądzach jest bardzo słaba.

          W odsłonie drugiej alkoholik nie robi nic innego, jak tylko oczekuje pomocy innych. Tutaj swe role podejmują pozostali aktorzy tej tragedii.

Pierwszą osobą, która pojawia się wyczuwając wołanie o pomoc, jest „obrońca”, który z powodu niepokoju i poczucia winy czuje się zobowiązany do „ratowania swego przyjaciela alkoholika w jego ciężkim położeniu”. Tym obrońcą może być osoba spoza kręgu najbliższej rodziny, niejednokrotnie bywa to sam przełożony alkoholika. Tej roli podejmują się czasami tak zwani doradcy: księża, lekarze itp. Wielu z nich nie posiada istotnej wiedzy o alkoholizmie niezbędnej w tego rodzaju sytuacji. W efekcie odbierają alkoholikowi możliwość uczenia się na własnych błędach i brania odpowiedzialności za swoje postępowanie. Alkoholik utwierdza się, że zawsze znajdzie się jakiś dobroczyńca, który wyciągnie go z opresji. Przy tym ciągle powtarza się syndrom zaprzeczenia – alkoholik zapewnia nadal, że nie będzie pił, a obrońca przekonuje, że nie będzie pomagał.

          Kolejną osobą, która pojawia się w tej tragicznej grze zaprzeczeń jest ofiara. Bywa nią często przełożony, pracodawca, zwierzchnik, wspólnik, kolega z miejsca pracy. Ofiara jest odpowiedzialna za wykonanie pracy podczas picia alkoholika, a w związku z tym jego nieobecności w pracy. Do takiej sytuacji dochodzi zazwyczaj w chwili, gdy jego zwierzchnik staje się dla niego dobrym przyjacielem. Taki odruch (bycie ofiarą) wydaje się być całkowicie zrozumiały i uzasadniony, zwłaszcza, że pozwala się przekonać, iż jest to po raz ostatni. Nic bardziej mylnego. Alkoholik staje się zależny od takiej pomocy, jakiej udziela mu ofiara. Bez takiej pomocy nie mógłby pić dalej, musiałby dokonać wyboru - picie albo praca.

          Trzecią postacią występującą w tym akcie jest osoba w tej tragedii najważniejsza – żona, mąż, rodzic – najbliższa alkoholikowi osoba, z którą mieszka. Ta najbliższa alkoholikowi osoba z tym problemem najdłużej się styka i odgrywa tu rolę prowokatora. To prowokator, bo wyprowadza alkoholika z równowagi, cierpi przez jego pijackie wybryki, stara się utrzymać rodzinę w całości. Bardzo często nie rozumiejąc tego, do czego dochodzi, osoba ta szuka jedynie współczucia, a nie potrzebnego jej fachowego, profesjonalnego wsparcia i angażuje w tę tragedię innych.

          Alkoholik obwinia żonę za wszystkie domowe i małżeńskie kłopoty, a ona stara się sprostać wszystkim jego potrzebom i wymaganiom, i udowodnić, że to uzależniony nie ma racji. Jest żoną, gospodynią, często musi pracować na utrzymanie całej rodziny. Nie jest w stanie sprostać wszystkim wymaganiom – i w rezultacie wyrządza tylko krzywdę sobie i mężowi. W tego rodzaju okolicznościach żona jest tak wytrącona z równowagi, że nie potrafi rozmawiać z mężem bez pogłębiania jego poczucia winy, goryczy, żalu i wrogości. Wszystko to powoduje atmosferę prawie niemożliwą do wytrzymania. Efekt tych usilnych starań jest zaskakujący - to wychowanie niesfornego dziecka noszącego ubranie dorosłego człowieka, bo cały spowodowany przez niego bałagan zostaje uprzątnięty, wszystkie przykre skutki picia spadają na innych, ale żaden na ich winowajcę – alkoholika. Umożliwia się mu w ten sposób kontynuowanie picia, jako metody rozwiązywania kolejnych, nowych problemów. W pierwszej odsłonie alkoholik zagłuszał swoje cierpienie piciem; w akcie drugim przykre konsekwencje picia wzięli na siebie inni. Przekonuje to alkoholika, że ma pełne prawo zachowywać się właśnie nieodpowiedzialny sposób.


Odsłona trzecia

          Syn marnotrawny, chce udowodnić, że nie popełnił błędu. Chce pokazać nadal, że jest niezależny od Ojca, że postąpił słusznie. Zapewne chcąc się przed sobą usprawiedliwić mówi, że nic mu nie zawdzięcza. Idzie i wypasa świnie, aby pokazać, że nie jest głodny, ukradkiem gotów jest jeść to, co przeznaczone jest dla świń.

          Alkoholik zaprzecza, że ma jakikolwiek problem z piciem. Absolutnie wypiera się tego, że ktokolwiek i kiedykolwiek mu pomagał. Nie zgadza się z twierdzeniem, że może utracić pracę. Wręcz odwrotnie - twierdzi, że jest najlepszym pracownikiem. Nie dopuszcza myśli o tym, że jego zachowanie było powodem kłopotów w rodzinie. Uważa i wszystkich przekonuje, że to rodzina, a w szczególności żona, jest przyczyną problemów, że to ona jest nienormalna i potrzebuje pomocy. W miarę rozwoju choroby i pogarszania się sytuacji, alkoholik często oskarża żonę o zdradę małżeńską, o kontakty z innymi mężczyznami, mimo, że nie ma ku temu żadnych podstaw. Chociaż bywa też i tak, że żona szuka czułego partnera, który mógłby dać jej to, czego nie może już otrzymać od męża alkoholika.

          Po pewnym czasie rodzina przyzwyczaja się do tego nowego rodzaju współżycia: alkoholik dalej będzie twierdził, że nie będzie więcej pił, pozostałe osoby będą twierdzić, że nie będą pomagać. Wszystkie ich słowa nie są jednak zgodne z tym, co każde z nich robi.


Zakończenie

          Syn marnotrawny w głębokiej pokorze powraca do Ojca z nadzieją, że zostanie przyjęty jako sługa. Kochający Ojciec poleca dać mu pierwszą - najlepszą szatę i wkłada mu na palec pierścień, który potwierdza, że przyjmuje go jak syna.

          Jeżeli nic się nie zmieni (nie zostanie przerwany krąg zaprzeczeń i kłamstw) w życiu i postępowaniu jego samego oraz jego najbliższego otoczenia – alkoholik umrze!

          Patrząc na Syna marnotrawnego, dostrzegamy bardzo wyraźnie, że pomimo jego upadku, jego odejścia w daleką krainę Ojciec ciągle KOCHA go BEZGRANICZNIE. Z radością i głębokim przekonaniem mówi: Umarł, a odnalazł się. Inaczej jest w wypadku alkoholika. Widzimy bardzo wyraźnie, że z powodu upadku, z powodu odejścia w daleką krainę – tj. z powodu choroby – najbliżsi BEZGRANICZNIE go NIENAWIDZĄ. W smutku, ale z głębokim przekonaniem mówią: Umarł i nie odnajduje się. Jest to przerażające, bo racjonalnie uzasadnione. Stało się tak, bo alkohol zabił najważniejsze uczucia zarówno z jednej, jak i z drugiej strony. Syn, który pozostał przy ojcu zabił swoje uczucia do brata, który odszedł.

          Co koniecznie należy dobitnie stwierdzić, w tej tragedii błąd popełniły wszystkie osoby biorące w niej udział. Doprowadziły do pojawienia się kręgu zaprzeczeń, kłamstw i wzajemnej nienawiści.

          Na podstawie powyższego widzimy, że uzależnienie od alkoholu stanowi radykalne zagrożenie dla człowieka. Alkoholizm, bezsprzecznie narusza spokój duchowy człowieka. Odbiera wolność. Oddala od miłości i prawdy. Oddala od Drogi, Prawdy i Życia – od Chrystusa Boga.

          Alkoholik musi zdać sobie sprawę, że pije nie dlatego, że ma problemy życiowe, ale ma te problemy właśnie przez to, że pije. Musi zdać sobie sprawę, że pije bez powodu. Po prostu musi jedynie, albo aż, przyznać się do tego, że jest alkoholikiem.


          Zakończę to jeszcze mniej optymistycznie, dotyczy to wszystkich nas, musimy być świadomi, że potencjalnym alkoholikiem jest każdy, kto spożywa alkohol.

1% to bardzo dużo dobra! Myśl, na której oparta jest działalność Domu św. Stefana to inwestycja w dzieci i młodzież czyli w przyszłość Cerkwi Prawosławnej dlatego bądźmy przezorni POMÓŻMY CIEPLICOM o co pokornie prosimy i dziękujemy !!! KRS: 0000 302 605

 

KontoDomu: 06 1090 1926 0000 0005 1400 5645

            Fundacji Św. Stefana: 63 1090 2633 0000 0001 2428 9669